| Article Index |
|---|
| Dziennik flisu 2006 |
| Dziennik flisu 2006 |
| All Pages |
6 maj - dzień pierwszy
Wodujemy galar około 12. Na pokład zabieramy TV, idziemy na „pychówkach” czyli na wiosłach. Po jakimś czasie woda stoi, czyli jak mówi Retman „nie ma wody”. Płyniemy na silniku. Po chwili awaria silnika, potem druga, trzecia. Śluzę „Smolice” przechodzimy na pychówkach. Przy silnym wietrze cofa nas i pokonanie śluzy zajmuje nam dużo czasu. Na dodatek deszcz.
W silniku poszły uszczelki. Cumujemy na chybił trafił. Nie można rozłożyć namiotu. Śpimy na galarze. W czwórkę całkiem przyjemnie. Zrobiłem kolację i przygotowałem wszystko na jutrzejszą zupę.
7 maj – co się dzieje z tym silnikiem?
Rano czekamy na nowy silnik. Obniżamy przy pomocy pił galar. Przygotowujemy galar na długi rejs. Retman gotuje żur (ale nie ulanowski). Pyszny. Tak mówią wszyscy. Przyjeżdża ekipa z silnikiem i mój syn Adaś Kałuża
(lat 9). Wychodzimy.
Wyszliśmy:
Godz. 15.06 – przechodzimy śluzę Smolice, 15.40 – miel, 15.59 – pogłębiarka Rekin, 17.40 – minęliśmy 2 barki i pchacza Wawel, 17.45 – uderzyliśmy w pal przy śluzie, 17.55 – Retmana boli głowa od wiatru, zażył Nurofen, 18.30 – schodzimy śluzą 12 m w dół. Powinniśmy na „katarynie” dopłynąć do Tyńca. Żenia ma nam dowieść benzynę. 19.04 – poszła śruba. Przemontowaliśmy śrubę z drugiego silnika. 19.07 – uruchamiamy błyskawicznie silnik. Kawa dla wszystkich. Adaś herbata. Wiatr się uspokoił. 19.30 – odpłynęliśmy od śluzy do Wisły właściwej. 20.00 – wyskakuję na brzeg po benzynę. Po kolana do wody. FRYCOWE!
8 maj – Kraków – trochę inne miasto
Godz. 6.00 – przyjechali mechanicy, silnik naprawiony. Na śniadanie jajecznica. Adasiowi chciało się rzygać. Retman umył głowę. Zwijamy manele. 8.22 – wyjście, „Kiedy ranne wstają zorze” – wyszło lepiej. Ostały się2 widelce, jedna łyżka. Ogólnie brak żelaza. 8.44 – stopień wodny Kościuszko, śluzujemy się. Silnik już odpalił
2 razy. 9.05 – mijamy pogłębiarkę wyładowaną łaszyną i barkę Łoś ( na wysokości klasztoru Kamedułów), 9.10 – mijamy holownik „Harnaś” na wysokości Przegorzał. 10.30 – Wawel – jest pięknie. 11.58 odpływamy spod Wawelu. Śluza Dąbie – TV chce żebyśmy szli na pychówkach (pod wiatr). Retman OK.!! NIE ZGADZA SIĘ. No może trochę. Śluza. Śluzowy: gdzie ten adres internetowy? Dyskusja: Tratwa po nas została – nie było co z tym zrobić. 12.10 – mijamy pogłębiarkę „Tyniec”. Żur gotowy. Pomiary idą dobrze. 12.25 – mijamy trzy barki na brzegu. Machają miło. 14.05 – Tankujemy przy moście. Pan Góral Grzegorz przywiózł benzynę, dał nam mleko. 14.20 – Zgubiliśmy kurtkę Adasia. Manewr Retmana i pychówką wyciągnął Jarek. 14.30 – ujście rzeki Usznicy. 15.32 – ujście Dunajca – wchodzimy. Jarek mówi – mężczyzna musi coś robić. Nieważne ile razy pójdzie do kina, to że wychowuje dzieci i zarabia pieniądze na rodzinę, mężczyzna musi coś robić! 17.45 – płynie padlina bobra. 18.06 – ogromne rozlewisko – 180 km. 18.25 – 183 km. Jest problem. Nie wiem jaki. Retman dowodzi z dziobu. Jak wjedziemy na świnię to wpadnie. „Na nura” jak mówi Hieronim. 18.30 – już spokojnie. 19.30 – most w Szczucinie. Kończymy na dzisiaj.
9 maj – co z tą pogodą?
8.00 – „Kiedy ranne…. Wypływamy. Leje strasznie. Adaś poszedł pod dek i czyta Tomka. Jarek rozłożył karimatę i śpi. Retman walczy z wodą i stoiw miejscu. Zacina deszcz, że hej. Chcemy zawrócić po prowiant do Szczuczyna ale silnik trafia szlag. Zmieniamy miejsce spotkania na Łąki, ale daleko do drogi więc zmieniamy na Maniów.
Na brzegu stoi kolega, ale co z tego jeśli jest mielizna. Płyniemy 100 m dalej. Woda dobra ale do drogi daleko i przez chaszcze. Po co nieść kanister skoro silnik nie działa? Ale zapamiętam ten Maniów. Pomimo wszystko na śniadanie był bulion plus chleb ze smalcem. Wyszło słońce. Od razu lepiej. Pływanie to teraz dla wszystkich przyjemność. Retman szczęśliwy! Próbujemy zagotować zupę pomidorową. Prawie się udała z kiełbasą!! Potem trochę kręci ale jest zabawnie choć Retmana to irytuje.
Z łopatki wieprzowej Retman zrobi zupę gulaszową, choć ziemniaków jest 8.
18.25 – dobiliśmy do przystani promu w Połańcu. Miłe przyjęcie ze strony załogi promu. Dostaliśmy worek kartofli. Retman opowiada. Wymiana silnika nic nie dała. To już 4 kombinacja 3 silników. Retman po ciemku buduje kuchnię. To trzeba umieć. Po godzinie jest zupa gulaszowa. Jak powiedział Jarek o zupie: „Gdybym miał mniejszą głowę to bym wsadził w garneki wylizał.” Znaczy zupa była dobra.
11 maj
6.00 – idę po wodę. Przepływam promem na drugą stronę Wisły. Przewoźnik jest wnukiem galernika Wawrzyńca Skowrona, który płynął galarem z węglem z Jaworzna do Gdańska. Galary woziły po 30 ton węgla. A taki pociąg miał po 30 galarów. 10.00 – cały czas klarujemy łódkę (przez ten Sandomierz). Adaś zrobił jajecznicę z 15 jaj!! 12.30 – wychodzimy. 13.30 – ZAWRACANIE KIJEM WISŁY. Rzeka szeroka, rozlana, Hieronim dziubie kijem i sprawdza jaka Wisła głęboka. Jesteśmy w Sandomierzu. Rodziny flisaków witają nas chlebem, flisackim ciastem, wódką i kwaśnymi ogórkami. Pijemy, bo jutro stoimy.
12 maj – NUDA
13 maj – nowi załoganci
9.05 – wypływamy na ciężkim kacu ale jednak. Do Zawichostu wiatr
w plecy. Żarna zrobiła barszcz. Obiad dobry. Dołączył do nas Józef, Grześ i Wojtek.
12.00 – Zawichost. Zwiedzamy kościoły. Młodziutka siostra, która nas wpuszcza do kościoła pyta od razu czy chcemy pić albo jeść. Ma gigantyczne klucze.!! Adaś dał Żarnie kwiatki. Józef ma pierwszy odcisk. Teraz wiem po co flisacy mieli skrzypki. Grześ gra na gitarze. Teraz jest cudownie.
16.05 – Retman w wodzie, cumujemy za Annopolem. Dopchnęliśmy galar do brzegu.
16.40 – mijamy 300 km. Cumujemy dzisiaj wcześniej- na wyspie, bo pierwszy raz mamy więcej namiotów. Retman i Adaś robią kuchnię. Wszyscy są zmęczeni.
15 maj – przebijamy Wieprza
7.57. Wychodzimy. Na śniadanie gulasz retmański. Idziemy na silniku. Strasznie zimno. Dochodzimy do ujścia rzeki Wieprz i „przebijamy Wieprza”. Tradycyjnie robiono sobie tutaj żarty z fryców każąc im wetknąć żerdź do rzeki i kwicząc jak wieprz.Dęblin. Wychodzimy na brzeg. Samolot w powietrzu. Składamy wizytę w urzędzie miasta. Adaś i retman dostali po koszulce. Miło. Zakupy. Wypływamy. Zatrzymuje nas na wodzie policjant wodny z Garwolina. Miły. Słyszał o nas. Cumujemy na wyspie. Znowu piach. Że też ten namiot jeszcze się trzyma. Ognisko. Fasola po bretońsku i kaszanka z cebulą.
16 maj - Stolica
Pobudka 5 rano. Nie jest strasznie zimno (Adaś cały czas w kalesonach).Okazuje się że jesteśmy na wyspie na wysokości Magnuszewa i o 6-tej dzwony kościelne grają zamiast nas „Kiedy ranne”. Wzruszające przy takim krajobrazie. 12.10 cumujemy przy Górze Kalwarii. Idziemy z wizytą do władz miasta. Dostajemy breloczki. Kiedy nas nie ma retman robi ziemniaki, jaja sadzone. My mamy pomidory. Niesamowite jak on to umie szybko na ognisku ugotować. W czasie kiedy schodziliśmy z Góry (Adaś naliczył 226 schodów)i dochodząc do brzegu dokładnie zdążyliśmy na gorące. Zaczyna się straszna ulewa. Jarek coraz bardziej ponury czy coś takiego. Dochodzi do nas nowy załogant Paolo. Jest 15-ta Retman polewa mu wódki na przywitanie. Nie pije. Wieczorem dopiero okazuje się że dla niego to rano i o trzeciej bani nie wypije. Płyniemy do Warszawy. Od strony Wisły wygląda ślicznie. Mam nadzieję że stare (1883) widoki Warszawy dotrą na czas i damy w prezencie sponsorowi i władzom miasta. 17.30. Cumujemy na wysokości starego miasta. Piękny, piękny widok. Szybko wszyscy się rozchodzą w miasto umyć się. Na łodzi zostaje retman i Jarek. Idzie burza. Brakło chleba. Moja wina.
17 maj – znów leje
Telewizja i prasa.
11.00 – wychodzi Retman ( mnie nie ma). – stanęli przy kolektorze. Duże wrażenie. Kup już nie ma!!! Śmierdziało okrutnie. Potem wyspa lęgowa, za mostem w Modlinie, w gniazdach jaja –mewy i rybitwy. Potem burzaz piorunami. Po burzy na pychówkach i ulewa. Duża fala.
Czerwińsk – kościół romański 1155 – śliczny – zobaczyli go z przewodnikiem.








