Dzień 1
28 kwietnia. Takiego startu na Wiśle na „0” jeszcze nie mieliśmy. W Broszkowicach – jeszcze na Sole spuszczamy galara na wodę.
Dźwig się znakomicie spisał ale pasów nie dało się odczepić. My na brzegu 4 metry nad wodą. Łódź na dole. Dopiero kiedy przyjechał flisak Grześ okazało się, że ma przy sobie tak bardzo (jak się okazało) potrzebny sprzęt alpinistyczny. Zrobił siodełko i na rolkach zsunął się na pokład. Gromkie brawa. Jeszcze strategiczne zakupy i gotowi do drogi. A tu niespodzianka. Koniarze z okolic Kęt przyszli nas pożegnać. W 10 koni. Na do widzenia flisacy dosiedli koni. Koniec świata. Na wszelki wypadek zrobiliśmy zdjęcia. Okazuje się, że koniarze idą w sierpniu od Baraniej Góry do Gdańska. My mamy im sprawdzić odpowiednie miejsca na popas. Sami goście weszli na pokład galara. Bardzo im się podobał. Nie je i nie pije. Na to nie wpadliśmy.
No to w drogę. Do Gdańska. Zaczynamy pięciu. Retman Mietek Łabęcki, Przednik Jasiu Sroka, flisacy Zdzichu Michta i Grześ Bigaj i ja szyper Jarek Kałuża. Z Bogiem.








